On nie wiedział o niczym… w ciemności jaka go ogarniała, zalśniło coś niepewnym, zielonym blaskiem. Jakby para oczu, które zbliżały się, po czym zaczęły przygasać jak ślad spadającej gwiazdy. Znowu zapadła przerażająca ciemność, ale przez zamknięte powieki zaczęło preświecać swiatło… tym razem czerwone. On otworzył oczy i zaczerpnął oddechy, przy blaskach ogniska dojrzał pochyloną nad sobą znaną mu postać… nie był pewny czy to jawa… wyszeptał:
- To ty ?